sobota, 22 listopada 2008
 

Ukraina Drukuj
Spis treści
Ukraina
Lwów - Burzliwe losy miasta
Ukraina - Na połoninach zakarpacia
Huculszczyzna - Magiczne Góry

Lwów - Burzliwe losy miasta widziane oczami żyjących polaków
W pierwszych dniach maja słychać we Lwowie niemal wyłącznie polską mowę. Tysiące turystów spacerują uliczkami, tłoczą się w kawiarniach i pielgrzymują do polskich kościołów. Lwowianie narodowości ukraińskiej wyjeżdżają wtedy z miasta - nadszedł sezon sadzenia ziemniaków. Ci nieliczni Polonusi, którzy po wojnie nie opuścili radzieckiego Lwowa, wtapiają się wówczas w tłum wycieczkowiczów z Polski i co rusz opowiadają im jakieś lwowskie anegdotki. Oto Lwów widziany oczami tych Polaków, którzy nie chcieli się ruszać ze swego ukochanego miasta.
Kiedy w XIX w. Warszawa dopiero zyskiwała wielkomiejskie szlify, Lwów był już metropolią. Ulicami jeździły tramwaje, do każdej części miasta doprowadzona była elektryczność i linie telefoniczne, działały wodociągi miejskie. A wszystko dzięki autonomii, jaką w połowie XIX Galicja uzyskała od Austrii. W tamtych latach Lwów mógł bez obaw konkurować z wielkimi ośrodkami europejskimi: nowoczesna architektura, słynne uczelnie wyższe, bezcenne zbiory sztuki - z dziesiątkami prac Rembrandta i Diirera należącymi do powołanego w 1817 Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, w którego skład weszło po kilku latach nowo utworzone Muzeum Lubomirskich. Miasto cieszyło się w świecie dobrą opinią. Europejczycy znali je jako centrum tolerancji. Wszak od kilku wieków Lwów był ośrodkiem administracyjnym czterech religii: rzymskokatolickiej, unickiej, ormiańskiej i judaizmu. Powstanie niepodległej Polski jeszcze zdynamizowało rozwój miasta. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowoczesne instytucje finansowe, otwarto międzynarodowe targi.
Żołnierscy Kwestarze
Państwo Cydzikowie w czasie wojny byli żołnierzami Armii Krajowej. Więzieni przez władze radzieckie, łącznie z zasądzonych im 40 w sowieckich więzieniach i łagrach spędzili 23 lata. Dziś pani Czesława i pan Eugeniusz są jednymi z najwytrwalszych obrońców polskich cmentarzy na Ukrainie. Przechowują każdą żołnierską pamiątkę, którą odsłoniła ziemia podczas renowacji polskich mogił wojskowych. Marzą o tym, by na cmentarzu Orląt Lwowskich powstało Lapidarium, gromadzące resztki cmentarzy wojennych. Od lat prowadzą kwesty - za zebrane pieniądze udało im się odnowić 8 żołnierskich cmentarzy, m.in. w Zadwórzu.
Międzywojenny Lwów słynął także z hucznych bali. Te najwspanialsze, na których bawiła się cała krajowa elita, odbywały się w hotelu George. Za czasów prezydentury profesora Ignacego Mościckiego, wcześniej wykładowcy Politechniki Lwowskiej, bal organizowano zawsze 1 lutego — w dniu imienin zwierzchnika sił zbrojnych i głowy państwa. Gospodarzem zabawy był słynny 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich.
- Na jednym z takich eleganckich bali poznali się moi rodzice - wspomina pan Janusz, wnuk Jana Sas Zubrzyckiego, jednego z najsłynniejszych polskich architektów sakralnych II RP, który po wojnie zdecydował się pozostać we Lwowie.
Jan Sas Zubrzycki studiował na politechnice we Lwowie. Później wyjechał do Krakowa. Przepiękna willa Sas Zubrzyckiego do dziś zdobi jedną z urokliwych lwowskich uliczek.
Bujne życie towarzyskie miasta toczyło się w niezliczonych kawiarniach i restauracjach.
- „Wiedeńska", „Szkocka", „Atlas" - wylicza pani Józefina, polska arystokratka pozostała po wojnie we Lwowie, która z obawy o swe bezpieczeństwo prosi, by nie ujawniać jej nazwiska.
Do „Szkockiej" przychodzili zamożni lwowianie, tacy jak Piotr Tarnawiecki, architekt i przedsiębiorca budowlany, który zaprojektował i wybudował kilkadziesiąt kamienic oraz willi i nazywany jest współtwórcą lwowskiej secesji.
- Kiedyś w dniu imienin ojca przyjechała do nas słynna śpiewaczka operowa Ada Sari. Chciała złożyć tatusiowi życzenia. Wieść o jej wizycie szybko rozeszła się wśród mieszkańców i przed domem zebrał się tłum. Ada Sari wyszła na balkon i w obecności gromady gapiów odśpiewała swoim zabójczym sopranem sto lat mojemu tacie - wspomina Maria Tarnawiecka, profesor w lwowskim konserwatorium.
W klubie literacko-artystycznym „Atlas" przesiadywali Ludwik Solski, Stefan Jaracz, Bruno Schulz, Jan Parandowski, Józef Wittlin, malarz, autor polichromii lwowskiej katedry ormiańskiej Jan Rosen. „Atlas" zgodnie z reklamą otwarty był „zawsze i o każdej porze". Na stałych bywalców czekała specjalna sala - galeria obrazów, i to nie byle jakich. Wisiały tam takie rarytasy, jak malowidła poety Jana Kasprowicza.
Co niedziela, gdy nadchodził czas Wesołej lwowskiej fali, pustoszały ulice. Audycja wystartowała pod koniec 1932 roku. Już po kilku miesiącach stała się tak popularna, iż jej zasięg z lokalnego rozszerzono na ogólnopolski. Wkrótce najpopularniejsi wykonawcy Fali - dwaj lwowscy batiarzy, czyli honorowi, zawadiacy Szczepcio (Kazimierz Wajda) i Tońcio (Henryk Vogelfanger) stali się również gwiazdami filmowymi. Ich kołysankę Dobranoc... oczka zmruż nuciła cała Polska.
Sen prysnął 17 września 1939 roku - gdy Polska od wschodu zaatakowana została przez ZSRR.
Hrabiowski apartament
Aż trudno uwierzyć, że takie wspaniałe wnętrza udało się uchronić przed niszczącą parcelacją w czasie kilkudziesięciu lat radzieckiej "urawniłowki". Ten apartament położony w centrum Lwowa należał do hrabin Leduchowskich. Dzielne właścicielki z radzieckim prawem poradziły sobie sposobem: zaproponowały stancję i zameldowały u siebie kilka polskich dziewcząt, dzięki czemu zyskały "brakujących" lokatorów, pomagając zarazem studentkom. Dziś wszystko jest tu takie, jakim było przed wojną: stare meble, marmurowe kolumny, ogromny kominek i wspaniały piec kaflowy. Posiłki podaje się na oryginalnej miśnieńskiej porcelanie, którą spadkobierczyni hrabin przechowuje w bogato rzeźbionym kredensie.
- Siedziałam na parapecie okna swojego pokoju ubrana w harcerski mundurek i strasznie zawodziłam. Patrzyłam, jak na Lwów idą sowieccy żołnierze. Wtedy podszedł do mnie mój brat i powiedział: Jeżeli chcesz beczeć, to zdejmuj mundur - wspomina Maria Sosabowska, bratanica generała Sosabowskiego.
- Pewnego dnia przyszła do nas znajoma, która sprzątała w siedzibie sowieckiej bezpieki, by nas ostrzec: Szykujcie się, bo was za kilka dni wywiozą do łagru - wspomina Irena Zappe. Wiadomego dnia spakowani siedzieli w salonie. Czekali w napięciu, ale przez całą noc nikt po nich nie przyszedł. Rano wszystko stało się jasne. Tego wieczoru, którego NKWD miało zabrać Zappów, Hitler wypowiedział Stalinowi wojnę. Sowieci wstrzymali wywózkę Polaków - musieli ewakuować swoich.
Jedną z pierwszych decyzji Niemców po zajęciu Lwowa było zamknięcie wyższych uczelni. Niedobitki profesorów, którzy cudem uniknęli zsyłki lub rozstrzelania, rozpoczęły pracę w działających jeszcze szkołach niższego szczebla. Bez pracy pozostały takie sławy, jak filozofowie Roman Ingarden i Kazimierz Ajdukiewicz.
Pod koniec 1942 r. i na początku 1943 r. we Lwowie i jego okolicach pojawiło się nowe, nie przewidywane przez Polaków zjawisko - ataki ze strony narodowych organizacji ukraińskich. Nasilało się tak bardzo, że wkrótce działająca już wówczas polska partyzantka musiała zacząć liczyć się z dwoma wrogami - Niemcami oraz oddziałami Ukraińskiej Powstańczej Armii.
- Lwów stał się wtedy taki obcy... Z prowincji dochodziły wieści o nieludzkich zbrodniach
- wspomina pani Maria Jagiełło, córka profesora Wilhelma Mozera. Atmosfera w mieście gęstniała. W domu Tarnawieckich także wzmógł się niepokój. - Ojciec powyciągał z szuflady rodzinne dokumenty i zaczął je palić. Mamusia w ostatniej chwili wyrwała mu z ręki część papierów. Ojciec się bał, że dostaną się w ręce Ukraińców lub Sowietów - tłumaczy Maria Tarnawiecka.
Sowieci po zajęciu miasta rozpętali we Lwowie piekło. Ludzie zaczęli ginąć bez wieści.
- Mój tato przepadł w Wigilię. Wracał do domu i słuch po nim zaginął. Po kilku tygodniach ktoś z więzienia przemycił do nas jego jedyny list, napisany na chusteczce do nosa.
Po wojnie ruszyła akcja wysiedlania Polaków z ziem II RP, które znalazły się w nowych granicach ZSRR. Wielu ludzi wyjechało. - Profesorom dawali nawet pół wagonu, by mogli przewieźć rodzinę i dobytek. Ale tato powiedział „zostajemy"
- wspomina pani Jagiełło. Większość lwowian bała się komunistycznego państwa. Czuli się obco na własnej ziemi i jechali na obce ziemie zachodnie. Niemal wszyscy ocaleli pracownicy Uniwersytetu Lwowskiego i Politechniki przenieśli się do Wrocławia. Spora grupa Polaków ze Lwowa trafiła też do Warszawy. Ci, którzy zdecydowali księ pozostać, musieli zacząć walkę o swą polskość i majątek. Hrabiny Leduchowskie w przestronnym apartamencie położonym niedaleko kościoła Św. Marii Magdaleny dawały schronienie polskim studentkom. Dzię-" Ki temu dziewczęta mogły kontynuować naukę, a dostojne panie zachować rodzinny dom - było w nim zameldowanych wiele osób, władza nie miała zatem powodu, by go parcelować.
Nie wszyscy lwowscy Polonusi zaakceptowali powstanie niepodległej Ukrainy. - Dla mnie okupacja nigdy się nie skończyła - wyznaje przyciszonym głosem pewna dostojna lwo-wianka z dziada pradziada. Mieszkańcy Lwowa narodowości polskiej nie mogą wybaczyć nowej Ukrainie tego, że nie przeprosiła za zbrodnie UPA, a nawet przeciwnie - hołubi ich dawnych prześladowców. Lwowianie narodowości ukraińskiej winią zaś Polaków za wysiedlenia ludności ukraińskiej z terenów południowo-wschodniej Polski, jakie w 1947 r. przeprowadzono w ramach tzw. Akcji Wisła. Uważają też, że Polacy nie są lojalnymi obywatelami Ukrainy.
Przez wieki
1256 - pierwsza wzmianka o grodzie Lwowie, biorącym swą nazwę od imienia Lwa, syna księcia halicko-wołyńskiego Daniela.

1272 - Lwów zostaje stolicą księstwa halicko-wołyńskiego.

1349 - zniszczony walkami polsko-litewsko-tatarskimi Lwów zostaje przyłączony do Królestwa Polskiego. Siedem lat później zyskuje prawa miejskie.

1414 - istniejące od 1373 roku rzymsko-katolickie arcybiskupstwo halickie z siedzibą we Lwowie zostaje przekształcone w arcybiskupstwo lwowskie.

1648 - oblężenie miasta przez wojska tatarskie i kozackie Bohdana Chmielnickiego.

1661 - jezuicka szkoła średnia założona w 1608 r. zostaje przekształcona w uczelnię wyższą - Uniwersytet Lwowski.

1704 - wojska szwedzkie Karola XII grabią miasto. Lwów popada w ruinę.

1772 - po I rozbiorze Polski Lwów staje się siedzibą austriackich władz w Galicji, a od połowy XIX w. galicyjskiego sejmu.

1817 - hrabia Józef M. Ossoliński funduje Zakład Narodowy im. Ossolińskich.

1861 - Lwów zyskuje połączenie kolejowe z Krakowem i Wiedniem.

1918 - 1-22 listopada oddziały młodzieży (Orląt Lwowskich) bronią miasta przed wojskami ukraińskimi.

1920 - 17 sierpnia "polskie Termopile" bitwa na przedpolach Lwowa między bolszewicką 1 Armią Konną Budionnego a wojskiem polskim. Ginie tam cały batalion ochotników - 318 ludzi.

1939 - 22 września do Lwowa wkracza sowieckie wojsko.

1941 - 30 czerwca Lwów zajmują Niemcy, wspierani przez ukraiński batalion Nachtigall i członków UPA.

1944 - 23-27 lipca żołnierze Lwowskiego Okręgu Armii Krajowej i WP wspomagani przez armię sowiecką oswobadzają Lwów. Po zdobyciu miasta Sowieci rozbrajają żołnierzy AK i część z nich internują.

1991 - 24 sierpnia Ukraina proklamuje niepodległość.

Co się stało z dawnym Lwowem, w którym Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Niemcy, Ormianie i Rosjanie chodzili do tych samych restauracji, bawili się na tych samych przyjęciach? A może tak w ogóle nie było? - Niesnaski zaczęły się od tego, jak w 1918 r, zaraz po ogłoszeniu powstania niepodległej Polski, przygotowane z pomocą Austrii oddziały ukraińskie zaatakowały Lwów. Do przybycia polskiego wojska miasta bohatersko bronili nastoletni chłopcy, nazwani Lwowskimi Orlętami - tłumaczy pani Józefina.
- Czuliśmy, że Ukraińcy nas zdradzili, że nie są nam przychylni - dodaje. I choć w czasach II RP Lwów znany był jako miasto wielu kultur i tolerancji, to jednak ciągle dochodziło do polsko--ukraińskich scysji. Najpoważniejszym incydentem był zamach na polskiego ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Głównym prowodyrem zbrodni był Stepan Bandera, współtwórca radykalnych i okrutnych militarnych organizacji ukraińskich. Sąd II RP skazał go na karę śmierci. Banderę osadzono w Berezie Kartuskiej, ale później wyrok złagodzono na dożywocie. Bandera wyszedł na wolność w 1939 roku i podjął współpracę z Niemcami.
- Dlaczego Ukraińcy nie pozwalają uroczyście otworzyć miejsca spoczynku Orląt Lwowskich?
- pyta nas retorycznie żołnierz AK, który kilkanaście lat spędził w sowieckim łagrze.
- Na Ukrainie nadal są ludzie, dla których wojna z 1918 r. jeszcze się nie skończyła. Postrzegają cmentarz Orląt Lwowskich jako element politycznego sporu między Polską i Ukrainą. Jednak od niedawna obserwuję też inne, budzące nadzieję zjawisko: coraz liczniejsze grupy Ukraińców zaczynają przywiązywać większą wagę do naszej wspólnej przyszłości w jednoczącej się Europie, niż rozpamiętywania meandrów zawiłej i bolesnej historii - mówi Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa, która zajmuje się m.in. upamiętnianiem polskich cmentarzy wojskowych.
- Polska proponuje, by na cmentarzu Orląt Lwowskich wyryty był napis: „Nieznanym żołnierzom bohatersko poległym za niepodległość Polski". Ja nie mam nic przeciwko takiemu sformułowaniu. Jednak lwowianie i ich radni czują się nim urażeni. Żądają, by z napisu usunąć słowa: „bohatersko" i „niepodległość", bo uderzają w ich uczucia narodowe. W końcu to była walka polsko-ukraińska na ziemiach Ukrainy - tłumaczy Oleg Mysyk, radca ds. kulturalnych ambasady Ukrainy w Polsce.
- Najlepiej byłoby, gdyby z grobów wstali nasi dziadowie i wyjaśnili sobie wszystkie dawne przykrości - mówi pewien lwowianin narodowości ukraińskiej, który za żonę wziął sobie Polkę. - Uczę się polskiego, angielskiego, chcę do Europy. Nie oglądam się za siebie i nie mam do nikogo żalu - dodaje biegłą polszczyzną.
Przedwojenny bruk pokrywa niemal wszystkie ulice dzisiejszego Lwowa. Między przylegające do siebie kamienice w centrum nie udało się nowej władzy wcisnąć szpecących betonowych osiedli. Są na peryferiach. Dzisiejszy Lwów to ciągi zaniedbanych, lecz urokliwych, a niekiedy zatykających dech w piersiach starych budowli. Niemal każda w swoim wnętrzu skrywa tajemnicze podwórko. A na nich stare moskwicze czy wołgi, które od lat nie wyjeżdżały na ulicę, stare krany z polskimi napisami i niezwykłe zdobienia - ślad dawnej zamożności mieszkańców kamienic. Nie ma za to żadnych przedwojennych nazw ulic: Chodkiewicza zastąpił Bohun, Batorego - Kniaź Roman, ulicę Leona Sapiehy przemianowano na Stepana Bandery...
Spośród kilkudziesięciu rzymskokatolickich kościołów (przed II wojną Lwów nazywany był miastem świątyń - działało ich ponad 60) dziś nabożeństwa odprawiane są w jedynie dwóch: katedrze i kościele Św. Marii Magdaleny. Ten drugi dzieli swoje wnętrza z Lwowską Filharmonią. W kościelnej kruchcie jest kasa biletowa, a na pięknych organach, vis a vis ołtarza, wisi okazały portret
ukraińskiego poety Tarasa Szewczenki.
Podczas II wojny światowej Niemcy ograbili Lwów z najcenniejszych dzieł sztuki. Przepadła kolekcja rysunków Albrechta Diirera, którą na polecenie Hitlera wywieziono jako pierwszą, znikły prace Rembrandta. Dzieła zniszczenia skarbów miasta dokończyli Sowieci. Parcelowali zbiory, wywozili je do innych miast ZSRR, zamieniali przepiękne wnętrza sakralne na magazyny.
Prywatnym kolekcjonerom udało się jednak uchronić przed zniszczeniem swoje długo gromadzone zbiory. W wielu lwowskich domach Polaków wiszą jeszcze np. płótna Kossaków. By ratować od zniszczenia cenne obrazy i rzeźby, które do dziś jeszcze są we Lwowie czy w innych miastach dawnych Kresów, wkrótce ma ruszyć w Polsce społeczna inicjatywa o nostalgicznej nazwie „Powroty". Dzięki wsparciu Fundacji Malarstwa Europejskiego oraz kilku muzeów na renowację do Polski będą sprowadzane te dzieła sztuki, które można jeszcze uratować. Odnowione powrócą na swe dawne miejsce, do, jak głosił jeden z wpisów w księdze pamiątkowej, „Wesołej lwowskiej fali", „magnetycznego punktu świata, który się nazywa Lwów".

W rodzinnej kamienicy
Córki znanego przedwojennego architekta i przedsiębiorcy budowlanego Piotra Tarnawieckiego mieszkają w dawnym mieszkaniu rodziny, w jednej z kamienic zaprojektowanych i wybudowanych przez ojca. Niedawno władze Lwowa przyznały im prawo własności do tego apartamentu. Nie mają jednak szans na odzyskanie reszty majątku, który należał do ich rodziców. Pani Maria Tarnawiecka, profesor lwowskiego konserwatorium, jest właścicielką rękopisów dwóch utworów Karola Szymanowskiego, które dostała od dawnego dyrektora konserwatorium, prof. Adama Sołtysa. To dzięki jej staraniom zostały po raz pierwszy opublikowane.
MIASTO Z TRUDNĄ HISTORIĄ
Pomnik Adama Mickiewicza (z prawej) stoi w centrum reprezentacyjnej części Lwowa, między hotelem George a Teatrem Wielkim, który już przed II wojną uważany byt za jeden z najpiękniejszych teatrów europejskich. Stojąca za pomnikiem kamienica byta pierwszym tak wysokim budynkiem w mieście. Rozpoczęcie jej budowy wywołało falę protestów - lwowianie zażądali przerwania prac, obawiając się, że wysoki budynek zasłoni wieże katedry łacińskiej. Budowa ruszyła ponownie dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Po zajęciu Lwowa przez ZSRR w tym pięknym europejskim mieście zaczęty obowiązywać dzikie prawa, a ludzie przepadali bez wieści. Zosiu przynieś co drugi dzień zupy i chleba i krupy do palenia i gazetę pokrajaną na bibutki. Nie masz się co obawiać (...) Przynieść mi jeść, bo ledwo już tażę. Wzywam was, ratunku.

National Geographic
POLSKA
Nr 7(46) Lipiec 2003



« wstecz   dalej »