sobota, 22 listopada 2008
 

Estonia Drukuj
Spis treści
Estonia
Cztery krainy
Historia
Gospodarka
Kultura - sztuka
Kuchnia
Informacje praktyczne
Estonia w internecie
Moja Estonia
Atrakcje - Cuda z bagien

Moja Estonia
Moje związki z Estonią są najściślej rodzinne, są też sentymentalne i emocjonalne, dlatego że wielokrotnie ten kraj odwiedzałam, poznając go od strony nie turystycznej, lecz jako uczestnik jego życia codziennego. Przebywałam w miejscach, które nie będą znane przygodnemu przyjezdnemu towcy nastrojów - ten poprzestanie może na imponującej mieszance średniowiecza i nowoczesności, którą prezentuje Tallin, czy też sennej atmosferze uzdrowiskowego Haap-salu lub innych miejsc z „klimatem", dokąd zawiodą go różnojęzyczne przewodniki.
Ja miatam szczęście oprócz tych miejsc poznać też wyjątkowy klimat estońskiej wsi. Rozrzucone w sielskim krajobrazie gospodarstwa najczęściej są z niego wydzielone, otoczone - jak zielonymi -ścianami - posadzonymi po obrysie posesji świerkami i jodetkami. Na podwórku porośniętym niskim dywanikiem wonnego ziela, które botanicy nazywają rumiankiem bezpromienio-wym, spędza się przed domem dtugie, niekończące się wiosenne i letnie wieczory (region „białych nocy"), czasem przy dźwiękach cytry. W ciepłym powietrzu unosi się zapach igliwia, pachną bujna roślinność i kwiaty z ogrodu - piwonie, pełniki, floksy, pachnie altanka z bzu, w której spożywa się wyłowione z pobliskiej rzeki raki, powoli dojrzewają porzeczki i agrest. Pachną też drewniane deski zabudowań gospodarczych, siano w stodole, w soboty wonny dym unosi się z kominka sauny.
Ten pełen zapachów i spokoju nastrój pamiętam z dawniejszych, pierwszych pobytów, gdy żyły jeszcze ciocie--babcie (w przepastnych szufladach przechowywały żumale mód z lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku...).
W takich ogrodach spędzała wakacje moja rodzina również w czasach przedwojennych.
Teraz krajobraz wsi estońskiej zmienia się, domki drewniane zastępuje się murowanymi, w ogrodach powstają szklarenki, a w nich modnie jest hodować ciekawe odmiany pomidorów. Ale estońska wieś zawsze chciała być w awangardzie. Przed wojną gospodarstwa rodzinne łączyła sieć lokalnych telefonów na korbkę, pojawiały się w gospodarstwach nowoczesne maszyny rolnicze.
Dziś wsi drewnianej musimy szukać (zachowały się w wielu miejscach takie zabudowania), na pewno znajdziemy ją w skansenach - szczególnie znany jest ten pod Tallinem, przy odrobinie szczęścia trafimy tam na występy zespołów folklorystycznych (zdarzyć się to też może na przykład w zabytkowej XVII-wiecznej karczmie w Viitnie). Będzie to oczywiście tylko namiastką tego, czym jest zetknięcie się z atmosferą prawdziwej wsi estońskiej.
Co cztery lata odbywa się w Tallinie niebywale kolorowe święto śpiewu, na którym możemy podziwiać wielotysięczny chór złożony z zespołów śpiewaczych, które przybywają ze wszystkich stron tego niewielkiego kraju, zadziwiając różnorodnością regionalnych strojów. To zawsze duże wydarzenie. Jednak moja Estonia to solone rydze podawane na spotkaniach rodzinnych, zebrane w wilgotnym, gęstym lesie otaczającym Puhajarve (Święte Jezioro), gdzie zapadamy się w miękki mech na pół kalosza, to sauna, to pachnące wieczorami ogrody.
Wiele z tych nastrojów jest dostępnych turyście i dziś - w całej Estonii rozsiana jest sieć malowniczych leśnych kempingów, o których informację można znaleźć w Internecie: www.esto-nia.org.

Anna Stankuć
konserwator zabytków
w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska



« wstecz   dalej »