piątek, 05 września 2008
 

Mongolia Drukuj
Spis treści
Mongolia
Spotkałem mongolskiego Yeti!
Michal! Michal! Reindeers paszli! - Otwieram oczy i widzę znajomą twarz „Kowboja" - naszego przewodnika w charakterystycznym kapeluszu. Szybko rozgarniam skóry i kołdry, wśród których spałem, i wychodzę na zewnątrz namiotu. Dochodzi siódma rano. W śródgórskiej kotlinie panuje jeszcze półmrok. Niektóre kobiety wstały nieco wcześniej. Doją, a następnie spuszczają z postronków renifery, które natychmiast rozbiegają się po okolicy w poszukiwaniu co lepszych krzewów, mchów i traw. Mleka nie ma dużo. Jedna samica renifera daje go nie więcej niż pół litra. Jest piekielnie zimno. Wszędzie wokół szron. Roztopi go słońce, ale dopiero około dziesiątej, gdy przebije się przez okoliczne szczyty. Wtedy też wstaną pozostali mieszkańcy jedenastu przypominających indiańskie tipi namiotów. Kobiety dojące renifery są przeważnie bose. Bezpośrednio na zmrożonej ziemi śpią psy - strażnicy reniferów. Sprawują się bardzo dobrze. Nie zdarzyło się, aby wilki porwały jakieś zwierzę z obozowiska. Co innego na pastwisku. Dzień przed naszym przybyciem zachód słońca zaskoczył dwa renifery poza „wioską". Wilcza wataha rozdzieliła się na dwie grupy. Jedna odwróciła uwagę psów, podczas gdy druga zabiła oba zwierzęta. Jesteśmy w śródgórskiej kotlinie w paśmie Sajanów na północnych krańcach Mongolii. Niedaleko stąd do granicy z Rosją. Aby tu dotrzeć, przejechaliśmy konno dwieście kilometrów znad jeziora Chubsuguł. Od Caagan Nur - najbliższej miejscowości - dzieli nas siedemdziesiąt kilometrów, pisząc bardziej obrazowo: cały dzień jazdy przez bagnistą górską tajgę. Koniec świata. Sprowadziła nas tu chęć spotkania niezwykłego, wymierającego już ludu. Sami nazywają siebie Tuwa, są bowiem przedstawicielami tureckiego ludu Tuwińców, którego główna część zamieszkuje położoną w Rosji Tuwińską Republikę Autonomiczną. Tym, co wyróżnia ich od pozostałych pobratymców jest zachowanie tradycyjnego stylu życia. Najlepiej oddaje go nazwa nadana im przez Mongołów - Caatani od mongolskiego caa - renifer, a więc hodowcy reniferów. Niektóre źródła określają ich mianem Sojotów, Urianchajców lub Sajańców. Ojczyzna Caatanów znajduje się na tej samej szerokości geograficznej co środkowa Polska. Nigdzie indziej na świecie renifery nie żyją tak daleko na południe. Jest to możliwe ze względu na surowy kontynentalny klimat środka Azji, a także dużą wysokość nad poziomem morza. Przykładowo - obozowisko, do którego dotarliśmy, leżało na wysokości 2200 m n.p.m.
Niegdyś większość wschodnich Tuwińców żyła z hodowli reniferów. Podczas swoich wędrówek swobodnie przemierzali terytorium Wielkiej Mongolii. Rywalizujące ze sobą o ten obszar Chiny i Rosja dzieliły go między siebie tylko na papierze. Powstające granice nie stanowiły więc przeszkody dla przemieszczania się ludności. Zmiany nadeszły po rewolucji komunistycznej. Wyznaczona w terenie granica rozdzieliła grupy Caatanów wędrujące dotąd swobodnie po całych Sajanach. Tuwińcy stali się w Mongolii niewielką mniejszością, stopniowo uszczuplaną wskutek przechodzenia młodych ludzi na osiadły tryb życia. Obecnie w mongolskich Sajanach żyje zaledwie 30 rodzin, czyli około 200 osób. Skupieni są w dwóch grupach, z których każda dzieli się na dwa obozy. My trafiliśmy do największego z tych obozów. Znajdowało się w nim 11 białych namiotów, zwanych czumami (dza). Czum taki posiada o wiele prostszą konstrukcję od jurty (ger), w której mieszka przeciętny Mongoł. Swoim wyglądem przypomina indiańskie tipi lub namiot Lapończyków. Dza stawia się bardzo szybko. Jest to o tyle istotne, że Caatani co trzy tygodnie przenoszą się ze swoimi stadami na nowe pastwiska. Dostosowują rytm swojego życia do rytmu życia reniferów, które stanowią podstawowe źródło ich utrzymania. Zapewniają im nie tylko jedzenie - mleko, ser i mięso, ale także ubranie ze skóry oraz ozdoby, wykonywane z rogów i kości.
Wędrówka odbywa się zawsze w niedzielę. Większość mężczyzn przybywa na miejsce już dzień wcześniej, aby zbudować konstrukcje pod nowe namioty. Za każdym razem ścinają kilkaset drzewek. Na jeden namiot potrzebne są trzy większe żerdzie, podtrzymujące konstrukcję oraz kilkadziesiąt nieco mniejszych, na które zakłada się płótno i skóry.
Warunki, w których żyją Caatani, są bardzo surowe. Nawet latem noce są tu mroźne. Zimą temperatura spada często poniżej -45° C. Gdy krótkie lato dobiegnie końca, hodowcy reniferów schodzą wraz ze swoimi stadami niżej, w pobliże miejscowości. Dzieci idą wtedy do szkoły. W obozowisku spotkaliśmy Włoszkę, doktorantkę uniwersytetu w Moguncji, prowadzącą badania dotyczące języka Caatanów. Twierdziła, że przyszłość tej grupy Tuwińców jest niepewna. Nie dość, że coraz więcej młodych ludzi rezygnuje z życia w tych skrajnie trudnych warunkach, to powoli zanika ich kultura. Hodowcy reniferów są dwujęzyczni. Na co dzień rozmawiają w języku swoich przodków, jednak ze światem zewnętrznym komunikują się po mongolsku. Szczególnie dzieci, uczęszczające do mongolskich szkół coraz gorzej znają własny język, pomimo że mają tam możliwość jego nauki. Podobnie rzecz ma się z religią. Caatani, w przeciwieństwie do Mongołów, oparli się wpływom buddyjskim i do dziś kultywują szamanizm - religię wyznawaną za czasów Czyngis-chana. Główną jego • cechą jest wiara w bóstwa pochodzące z przyrody, jak: niebo, ziemia, woda, sfońce, księżyc i inne. Najważniejszą rolę w obrzędach petni szaman. Łączy on funkcję kapłana, znachora i wróżbity. Jest pośrednikiem między ludźmi a duchami. Aby nawiązać z nimi kontakt, wchodzi w trans zwany kamtaniem.
Na wszystkich mongolskich Caatanów przypada zaledwie dwóch szamanów, matka i córka. O ile starsza kobieta cieszy się autorytetem, młodsza nie zdobyła powszechnego szacunku. Przyczyną jest jej pazerność na pieniądze. Ponadto Caatańskie szaman-ki nie kształcą następców. Wiedza i umiejętności szamańskie, przekazywane od wieków z pokolenia na pokolenie, mogą już wkrótce zaniknąć. Nad malownicze jezioro Chubsuguł z każdym rokiem przybywa coraz więcej zagranicznych turystów. Niewielu decyduje się jednak na wyprawę w głąb tajgi i spotkanie z jej mieszkańcami. Na pytanie o ilość odwiedzających obóz Caatanów, odpowiedziano nam, że jest ich dużo. Z kroniki odwiedzin, prowadzonej przez jednego z mieszkańców zorientowaliśmy się jednak, że byliśmy czwartą grupą w tym roku.
Nad brzegami Chubsuguł grupa przedsiębiorczych Mongołów poprzebierała się za Caatanów i w zamian za wysokie opłaty pozwala się fotografować i sprzedaje pamiątki. Wielu turystów daje się nabrać i wraca do kraju ze świadomością spotkania hodowców reniferów. Nic dziwnego, że spotkanie takie nie wywiera na nich większego wraże Bardzo trudny dostęp do terenów zamieszkałych przez prawdziwych Tuwińców - możliwość dotarcia tylko na koniu - w znaczącym stopniu ogranicza rozwój turystyki. Caatani niezwykle serdecznie przyjmują wszystkich odwiedzających. Traktują ich jak gości, a nie jak turystów, na których można zarobić pieniądze.
Miejsc, w których pierwotny tryb życia mieszkańców nie został zniszczony przez współczesną cywilizację, jest coraz mniej. Mongolskie Sajany wraz z koczującymi grupami Caatanów wciąż do nich należą. Nieliczni pasjonaci, którym udaje się do nich dotrzeć, mają rzadką już dziś okazję doświadczenia jak przed wiekami wyglądało życie na północnych obszarach Azji, Europy i Ameryki.

Tekst: Michał Missala

Puls Świata
Nr 1 czerwiec 2003



« wstecz   dalej »