Strona główna
sobota, 22 listopada 2008
 

Sylwester 2001 Drukuj
Byliśmy tu we Lwowie już tradycyjnie - w tym roku po raz trzeci. Miasto odświętnie udekorowane powitało nas pięknie rozświetlonym deptakiem na Wałach Hetmańskich i potężną pięknie udekorowaną choinką przed gmachem Opery Lwowskiej (zdjęcie nr 1) obok której do późnych godzin wieczornych dzieci kręciły się na karuzeli (zdjęcie nr 2). My zaś spokojnie realizowaliśmy nasz program w trakcie którego uczestnicy zasiedli w reprezentacyjnej sali hotelu "GEORGE" (zdjęcie nr 3) a przed nami wystąpił kabaret "Leopolis" (zdjęcie nr 4) prezentujący folklor lwowski a "bandurist" Jurko Gerasimienko dał wspaniały koncert na ukraińskim narodowym instrumencie (zdjęcie nr 5). Był to dopiero przedsmak zabawy sylwestrowej. Do uroczystej kolacji w hotelu "Własta" zasiedliśmy następnego dnia (zdjęcie nr 6). Po zaspokojeniu pierwszych oznak głodu uczestnicy imprezy ruszyli w tany (zdjęcie nr 7). Największą frekwencją na parkiecie cieszyła sie zabawa w "Chusteczkę haftowaną" (zdjęcie nr 8), a nasi panowie wybierali do tej zabawy co ładniejsze przedstawicielki miejscowej społeczności (zdjęcie nr 9) i mimo szybkiego tempa tańca wytrzymali do ostatniego taktu.


O godzinie 23:00 naszego czasu gdy nastąpił Nowy Rok we Lwowie nad miastem zabłysnęły fajerwerki, zawitał do nas prawdziwy "Died Moroz" złożył wszystkim uczestnikom zabawy życzenia a co niektórym napełnił kielichy (zdjęcie nr 11). Społeczność ukraińska powitała Nowy Rok (zdjęcie nr 12) - życzenia składaliśmy sobie nawzajem. "Died Moroz" został z nami (zdjęcie nr 13) a przedstawicielki ładniejszej płci porwały go do tańca a staruszek jak na swój wiek poczynał sobie całkiem nieźle (zdjęcie nr 14). Punktualnie o 24:00 powitaliśmy Nowy Rok wg. czasu polskiego - była okazja dla nas i miejscowej społeczności złożyć sobie życzenia i po raz drugi wznieść toasty (zdjęcie 15). Zespół specjalnie dla gości z Polski zagrał poloneza, który został oddańczony gremialnie przez wszystkich uczestników zabawy. Później były miejsca na życzenia w języku niemieckim i francuskim dla uczestników zabawy z tych państw, muzyczne dedykacje, szereg ciekawych zabaw. Ostatni uczestnicy udawali sie po "szampańskiej zabawie" do swoich pokoi hotelowych przed godz. 7 rano zmęczeni ale wybawieni.A oto co po powrocie ze Lwowa na łamach "Kroniki Tygodnia" napisał jeden z uczestników naszego wyjazdu:


Wspomnienia upojnej nocy
Nikt z decydentów nie obiecywał niczego co znacznie, ba, wogóle wpłynęłoby na wzrost zasobności naszych portfeli w nowym 2002 roku. Wręcz odwrotnie, uchwalono tzw. ustawy okołobudżetowe, które w taki czy inny sposób odczujemy w naszych kieszeniach. Rok zapowiada się wręcz cieniutko. Rok kolejnych wyrzeczeń oraz zaciskania i tak ściśniętego pasa. Ale... Ale, jak zawsze, każdy nowy wypada powitać, toteż i wielu naszych rodaków witało ten nadchodzący 2002rok. Znacznie mniej na balach, więcej na prywatkach. Tomaszowskie Biuro Turystyczne "Quand" już trzeci raz z rzędu proponowało chętnym Bal Sylwestrowy we Lwowie. Początkowo chętnych było dużo, ale im bliżej było wyjazdu, część rezygnowała, właśnie z finansowych względów. Nie to, że we Lwowie bal miałby kosztować znacznie więcej niż u nas. Wcale nie. Bal wraz z pokojem hotelowym i dojazdem oraz powrotem, a także wyżywieniem kosztował w granicach 280 zł od pary, co oznacza, że był tańszy od naszych krajowych. "Quand" organizował trzydniowy wyjazd, więc ta cena była wyższa. Ci rezygnujący, każdy wydatek, w perspektywie "zaciskania pasa" traktowali za duży.
Niemniej, ok. 40 osób skorzystało z oferty i znalazło się we Lwowie na balu w hotelu "Własta". Mówiąc szczerze, to przed wyjazdem wielu odradzało mi tą eskapadę. Złe wyobrażenie o życiu i zachowaniu Ukraińców dawało o sobie znać. Ten i ów pytał: "Nie boisz się?" Byli i tacy, którzy opowiadali niestworzone rzeczy na temat - ponoć - swoich spotkań z Ukrainą.
Co sie okazało? Bzdura! Całkowita bzdura! Takiego zachowania i takiej umiejętności bawienia się tylko można Ukraińcom gratulować. Opowieści o wielkim piciu okazały się mitem. Mimo, że na balu byłem do białego rana, nie spotkałem ani jednego pijanego. Gdy wspomnę nasze krajowe imprezy tego typu, wydaje to się nieprawdopodobne. Ponoć mamy umiar, ale u nas balowiczów "pod dobrą datą" spotyka się już zaraz po północy. Nadto nie zdarzyło się, co u nas się zdarza, by ktoś tłukł butelki po szampanie, albo by ktoś zapalił papierosa w miejscu innym jak wyznaczona palarnia. Do tego wszystkiego bardzo miła obsługa i serdeczność współuczestników balu. Nadto, podwójne witanie Nowego Roku. Raz o naszej 23:00, czyli ukraińskiej północy i później już "naszej" 24:00.
Potrafimy budować mity, podczas gdy rzeczywistość jest całkiem inna. Lwów pod każdym względem jest nam bliski, a bliskość tę mieszkańcy Lwowa potrafią nam okazać. Z tym narodem nie ma obecnie barier, a niedowiarki mogą się w każdej chwili sami przekonać. "Quand" zamierza organizować wyjazd na karnawałowy bal.


Marian Adam Stawecki
"Kronika Tygodnia" nr 1 - 8 stycznia 2002


 Zdjęcie nr 1 Zdjęcie nr 2 Zdjęcie nr 3
 
 Zdjęcie nr 4 Zdjęcie nr 5 Zdjęcie nr 6
 Zdjęcie nr 7 Zdjęcie nr 8 Zdjęcie nr 9
 Zdjęcie nr 11 Zdjęcie nr 12 Zdjęcie nr 13
 
 Zdjęcie nr 14 Zdjęcie nr 15 
« wstecz   dalej »