| Gruzja |
|
|
Piękna nasza Gruzja Wino jest duszą Gruzji, a toast duszą wina Olga Mielnikiewicz
Gruzini są bardzo dumni z tego, że są Gruzinami. Kochają swoją ojczyznę, o której mówią Sakartwelo. Każdego przybysza pytają, czy mu się tu podoba, 1 sami sobie odpowiadają: „Piękna nasza Gruzja". Mają rację -jest piękna. Pięciotysięczne szczyty sięgające nieba przykryte wiecznym śniegiem, doliny, rwące wodospady, głębokie dzikie jary. A wrześniowy zachód słońca nad Morzem Czarnym wcale nie jest cukierkowy - ma kolor czerwonego, wypieszczonego słońcem gruzińskiego wina. Gruzja przyjęła chrześcijaństwo w 337 r. (600 lat przed nami!). A kiedy w Europie trwało jeszcze średniowiecze, tu rozkwitał w najlepsze renesans. Było to w XII w., w czasach królowej Tamary, która uczyniła z kraju potęgę militarną i kulturalną. Gruzini mieli wtedy swojego Kochanowskiego - Szotę Rustawelego, autora eposu „Wepchis Tkaosani" („Rycerz w tygrysiej skórze"). Zachodnia Gruzja to legendarna Kolchida. Stąd dzięki czarom okrutnej Medei, córki króla Ajetesa, Jazon wykradł złote runo baranka. W dawnych czasach skóra owcza służyła do pozyskiwania złota. Runo rozciągnięte na desce futrzaną stroną do góry zanurzano w rzece niosącej drobniutki, prawie niewidoczny złoty pył - futro łapało go, przybierając złotą barwę. Z dawnej świetności zostały tylko zabytki. Dziś Sakartwelo zajmuje powierzchnię dwóch województw mazowieckich. Piętnaście lat temu do Gruzji należała jeszcze Abchazja i Południowa Osetia. Dziś ma ona dodatkowo kilkadziesiąt tysięcy uchodźców, którzy zajmują większość tanich hoteli w Tbilisi, Kutaisi, Batumi i innych miastach. Na jednego mężczyznę przypada ok. 5 kobiet, bo wielu zginęło podczas wojen domowych na początku lat 90. Ja też mieszkam w hotelu z uchodźcami, najtańszym w Kutaisi w pokoju za 7 dolarów, z ciepłą wodą, zardzewiałą wanną, mrówkami faraona, telewizorem i widokiem na ruchliwą ulicę, park i ruiny katedry Bagrati. Na korytarzu kwitnie życie towarzyskie, dzieci biegają, dorośli rozmawiają, gotują posiłki, grają w karty, wieszają pranie. Kutaisi - stolicę legendarnej Kolchidy - koniecznie trzeba odwiedzić za względu na monastyr Bagrati (XI w.) i akademię Gelati (XII w.), obydwa zabytki pod patronatem UNESCO (wejście bezpłatne, dzieli je 11 km, dojazd autobusem lub taksówką). Kto nie zna Kachetii, nie zna Gruzji - powiedział ulubiony pisarz Gruzinów Akaki Ceretieli. Jest w tym dużo prawdy. Kachetia to kolebka wina, a wino jest duszą Gruzji. Duszą wina zaś toast, jak objaśnił mi tornada Zurab podczas jednej z biesiad. Tamada to wodzirej, który inicjuje i wznosi toasty. Obowiągkowe: za ojczyznę, przodków, rodzinę, miłość, przyjaźń i gości. Za gości pije się szczególnie często, wysławiając ich pod niebiosa. Gość musi poczuć się wyjątkowy i wspaniały. Są też toasty spontaniczne, improwizowane, wygłaszane w zależności od kontekstu. W górach piłam za wierszyny, za polsko-gruzińską przyjaźń, za pierwsze rzeczy w życiu. Były też toasty opowieści o wdzięczności przodkom za życie, tradycję, kulturę i historię, przeprosiny za złe postępki przodków, pochwały na cześć wszystkich zgromadzonych, a na koniec litania dobrych życzeń na resztę życia. Toast może trwać nawet kilkanaście minut i nie wolno go przerwać, chyba że jest to toast alawerdi, czyli zaczęty przez tamadę, a kontynuowany przez wskazaną przez niego osobę. W domach gruzińskich biesiady odbywają się w izbach zwanych marani. Są tam zawsze kominek, stół i ławy, na ścianach gobeliny przedstawiające biesiadników. Marani to też piwniczka, w której przechowuje się wino w glinianych dzbanach zwanych kwewrami (można je zobaczyć w fabryczce wina i przyzakładowym muzeum w Cynandali). Najbardziej znane marki to: mukuzani, napareuli, saperawi, chwanczkara, kindzmarauli. Radzę kupować wino tylko w firmowych sklepach, w przeciwnym wypadku nie ma gwarancji, że po otwarciu szybko nie skwaśnieje. Moja wizyta zbiega się z wielkim religijnym świętem Mariamoba (Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny). W prawosławnej Gruzji wypada ono 28 sierpnia, dwa tygodnie po święcie katolickim. Cerkiew w Achałcyche (południowo-wschodnia część kraju) zdobią piękne freski. To rzadkość - wnętrza większości cerkwi zamienionych „za Sojuza" na magazyny pobielono wapnem. Rozglądam się po ścianach. Jest święta królowa Tamara, jej dziadek Dawid Budowniczy, święta Nino, pierwsza kobieta apostoł na terenie Gruzji - najważniejsze postacie historyczne. Oni wszyscy są zawsze obecni: w cerkwiach, rozmowach, przewodnikach, poematach, legendach. I jeszcze święty Jerzy, patron kraju (w każdej rodzinie musi być przynajmniej jeden Jerzy i jedna Nino). Nabożeństwo ma coś z towarzyskiego spotkania - wierni przychodzą, rozmawiają, wycho¬dzą - a jednocześnie jest głębokim misterium. Nigdzie nie widziałam tak skupionych twarzy, zastygłych w rozmodleniu. Półmrok rozświetlają cienkie woskowe świeczki, które wszyscy trzymają w rękach, a potem zostawiają zagrzebane w drobnym piasku świeczników. Cerkwie gruzińskie mają nieduży w porównaniu z rosyjskimi ikonostas - tylko jeden rząd kilku ikon (nie było tu ikonoklazmu, kultu ikon). Achałcyeheńska stoi na wzgórzu - żaden wyjątek w górzystym kraju (budowano je jakby z dala od codziennej krzątaniny, „im droga trudniejsza, tym wiara silniejsza"- mówi jedno z przysłów). Do męskiego monastyru w Czule jechałam wynajętym uazem trzy godziny, do Sapary dwie. Żaden samochód osobowy czy marszrutka tam nie dojadą, tylko radziecka wojskowa terenówka rodem z Ulianowska. W takich właśnie położonych na uboczu klasztorach jak Czule, Sapara, Zarzma zachowały się przepiękne freski i ikony. W Zarzmie sympatyczny mnich pokazał mi szczątki ludzkie z X w., które nie uległy rozkładowi do dzisiaj (tzw. nietlennyje moszczi) - turyści mogą oglądać tylko nogi do łydek, głowa jest tabu, sacrum. W Gori urodził się w 1878 r. Józef Stalin. Kamienny wódz z kamienną twarzą w żołnierskim płaszczu stoi przed ratuszem w centrum miasta- ostatni w Gruzji i pewnie na świecie. Dwukrotnie próbowano burzyć pomnik i dwukrotnie mieszkańcy protestowali - w 1956 i w 1988 r. Kult Stalina jest tu żywy. Odwiedzałam mieszkania, w których wisiały jego portrety w otoczeniu ikon: Józef z fajką, stojący, siedzący, uśmiechnięty, chmurny, patrzący w dal... (podobne można kupić na reprezentacyjnej ulicy Tbilisi - Rustaweli). Po Państwowym Domu Muzeum Józefa Stalina oprowadza mnie emerytowana przewodniczka, która z przejęciem i dumą opowiada o Josifie Wissarionowiczu. Błyszczą jej oczy, kiedy mówi o sukcesach naukowych ucznia i studenta seminarium Soso Dżugaszwili. Są tu osobiste przedmioty i prezenty, które dostał, zdjęcia, portrety, dokumenty. Stoi też wagon, w którym podróżował. Szokujące było dla mnie odkrycie wierszy, które wydrukował 16-letniemu Stalinowi Ilia Czawczawadze, wielki gruziński poeta, redaktor gazety „Iweria" (muzeum czynne w godz. 10-18, bilet ok. 2,5 dol.). Kilka kilometrów od Gori znajduje się skalne miasto Uplistcyche. Legenda głosi, że zbudowali je niewolnicy w XVI-XV w. p.n.e., a zasiedlone zostało w IV-III w. p.n.e. Było strategiczną fortecą królów kartlijskich. Zachowały się sala tronowa, teatr, pogańska świątynia, groby, apteka, cerkiew z XII w., piwnice na wino (w Gruzji sąjeszcze dwa takie skalne miasta: Dawid Garedża i Wardzja z XII w. zbudowana przez królową Tamarę). 13-piętrowy system pieczar i cel mógł pomieścić 50 tys. ludzi. W XVI w. podczas najazdu irańskiego szacha puszczono z dymem bibliotekę z rękopisami, dlatego mało jest źródeł o życiu tamtejszej ludności i mnichów. Klasztor wciąż funkcjonuje, w niektórych skalnych celach mieszkają mnisi. Z Gori jadę do Mcchety, pierwszej stolicy kraju, jej zabytki trafiły na listę UNESCO. W 330 r. święta Nino, która chrystianizowała wschodnią Gruzję, wzniosła tu drewnianą kaplicę i nazwała Sweti Cchoweli - drzewo życia. W 1010 r. katolikos (tytuł patriarchów gruzińskich) zbudował na jej miejscu największą wówczas katedrę w Gruzji projektu Konstantego Arsakidze, któremu król obciął potem rękę, żeby niczego równie ięknego już więcej nie zbudował Katedra oparła się nawet Tamerlanowi. Wierzy się, że przechowywana jest tu szata Jezusa. Nad Sweti Cchoweli góruje inny monastyr - Dżwari (krzyż) z VI w., stoi wysoko na skale, patrzy na dolinę Kury i Aragwy. W czasach pogańskich była tu grecka świątynia Afrodyty. Kazbekiem nazwali go Rosjanie, Gruzini mówią na swój najwyższy wygasły wulkan inwartsweri, czyli Góra z Lodową Głową (5047 m). Gruzińscy alpiniści nie wchodzą na sam szczyt, tłumacząc, że nie depcze się po głowie niewieście. Dla nich to kapryśna kobieta, która obcym ukazuje się spowita w szal z wiecznych mgieł. Szczególnie po 18 sierpnia, kiedy obchodzi się święto zmiany pogody, trudno nad wsią Kazbegi ujrzeć piramidę wiecznego śniegu w całej okazałości. Trasa do stacji meteorologicznej na wysokości 3680 m prowadzi obok pięknej cerkwi Cminda Sameba (Święta Trójca) górującej nad wsiąGergeti, zajmuje około ośmiu godzin marszu (nocleg w stacji 5 dol.). Stąd na Kazbek prowadzą dwie drogi - klasyczna 2B i wspinaczkowa 3A. W rejonie Swanetii (Centralny Kaukaz) jest kilka innych pięciotysięczników, m.in. Szkara i Dychtau. Ta piękna, niedostępna kraina ma złą sławę wśród zagranicznych turystów z powodu częstych napadów rabunkowych. Radzę wybrać się tu w towarzystwie Gruzinów lub orzystając z usług agencji turystycznej. U Swanów, dumnego ludu górskiego, który zachował swoją drębność i język, nadal istnieje zwyczaj wendety, krwawej zemsty rodowej. Słynnym Swanem był ichael Khergiani, alpinista światowej sławy, któremu angielska królowa Elżbieta II nadała przydomek „Tigerof the Rocks". W Swanetii urodził się również reżyser Michał Kałatozow, twórca wyciskacza łez „Lecą żurawie". Ryszard Kapuściński w swych reportażach zauważył, że „wszystko w Gruzji stwarza wrażenie przybicia do przystani, dotarcia pod dach. Wszystko-klimat, krajobraz i obyczaje - namawia, żeby przysiąść w cieniu, łyknąć wina, odetchnąć i pomyśleć: fajnie tu". W cieniu siedzą mężczyźni. Godzinami roztrząsają problemy tego świata, robią interesy, grają w nardy. W tym czasie kobiety sprzątają, piorą, gotują, wychowują dzieci. Taki porządek rzeczy. Mężczyźni nigdzie się nie spieszą, w myśl powiedzenia: „Ten, kto się spieszy, zazwyczaj się spóźnia". Ale i tak się spóźniają. Anegdota o typowym dniu pracy wygląda tak: o 11 Gruzini schodzą się do pracy (powinni być o 9), o 13 idą na obiad i zostają tam, gdzie go jedli, ucztując do wieczora. Kobiety są na pozór trochę w cieniu. Ubierają się skromnie, zasłaniają ramiona i brzuchy zgodnie z ustawą i ze zwyczajem. Tbilisi i Batumi rządzą się trochę innymi prawami -jest bardziej międzynarodowo i liberalnie, więcej nagich ramion i pępków. Tbilisi to żywe miasto. Gwar, szum samochodów, dźwięki klaksonów, pokrzykiwania przedawców w centrum kontrastują z ciszą zaułków najstarszej dzielnicy - Kala. Tam natkniemy się na charakterystyczne podwórza: drewniane balkony, rzeźbione ażurowe balustrady, pnącza winorośli, sznury z bielizną, wygrzewające się koty. Przysadziste, odziane w czerń handlarki tarasują bramy skrzyniami pełnymi arbuzów, fig, śliwek. Tbilisi to bardzo stare miasto założone w V w. przez Wachtanga Gorgasała, który -jak mówi legenda - polując z sokołem na bażanty, natknął się na źródło parującej wody koloru siarki. Zachwycony miejscem założył tu stolicę, a jej nazwa pochodzi od słowa .jbili" - „gorący". Tbilisi to piękne miasto. Leży na skalistych brzegach rzeki Mtkwari otoczone wzgórzami, z których spogląda Kartlis Deda - 20-metrówy posąg Matki Gruzji witającej przyjaciół czarą wina, a wrogów mieczem. Słynny prymitywista Niko Pirosmaniszwili malował uczty, biesiadników w ludowych strojach za stołami na tle kościołów i winnic. Jego obrazy pachną szaszłykami, aromatycznym winem, chlebem. Gruzja właśnie taka jest, a Pirosmani umarł z głodu. Warto poszukać Gruzji z jego obrazów - cieszącej się życiem,gościnnej, radośnie biesiadującej z przyjaciółmi - a wizyta w tym kraju będzie niezapomnianym przeżyciem. TURYSTYKA podróże małe i duże 12-13 sierpnia 2006 Nr 32 (142) |
|||
| dalej » |
|---|
