| Litwa |
|
Strona 4 z 4 "Litewska stolica jest niczym palimpsest - starodawny rękopis, pod którego wierzchnią warstwą można dostrzec ślady wcześniejszych tekstów"
Teraz też nie mam go w nadmiarze - lecę do Wilna tylko na dwa dni. Szkoda, bo to miasto trzeba oglądać „bez pośpiechu, ulegając przypadkom i kaprysom, wgłębiając się w detale i fragmenty, ciągle szukając nowych, przez nikogo jeszcze nieodkrytych kątów spojrzenia", jak radzi w swoim przewodniku Tomas Venclova, litewski poeta, krytyk i tłumacz, m.in. Norwida, Miłosza, Herberta i Szymborskiej. Nie jest wilnianinem (urodził się w 1937 r. w Kłajpedzie), ale studiował na tutejszym uniwersytecie literaturę. O mieście swej młodości pisze w duchu dialogu, unikając rozdrapywania polsko-litewskich ran. Podkreśla, że wyjątkowy, wielokulturowy charakter zawdzięcza Wilno wielu nacjom: Polakom, Żydom, Białorusinom, Karaimom... Będę mieszkać w dużym hotelu kilkanaście kilometrów za miastem. Okolica piękna, spokojna, mglistozielona. Wokół łąki. kępy drzew i zarośnięte trzciną jeziorka - esencja litewskiego pejzażu. Z hotelu kilka razy dziennie odjeżdża do centrum shuttle bus. Nazajutrz łapię pierwszy o siódmej rano i po kilkunastu minutach wysiadam koło wielkiego, zadrzewionego Lukiśkiu, aikśte, czyli Łukiszek - największego placu w Wilnie (przed wojną 4 marca na św. Kazimierza odbywał się tu jarmark kaziuki). Nieopodal, przy ulicy Krażiu, stoi niesławne więzienie łukiskie, w którym przetrzymywano carskich, hitlerowskich i stalinowskich więźniów politycznych. Na Łukiszkach mieszkali kiedyś Tatarzy. Mieli tu drewniany meczet i mizar (cmentarz), które zburzyli Sowieci. Nieopodal placu stoi kościół św. Jakuba i Filipa z cudownym obrazem Matki Boskiej Łukiskiej przywiezionym z Rusi w XVII w. Niestety, zamknięty. Przechadzam się więc wzdłuż frontowej ściany, odcyfrowując napisy na wmurowanych w nią tablicach. Najstarsza pochodzi z 1823 r., ostatnie z lat 20. XX w. „Szanownym Zwłokom Bogumiley z Sadowskich Skjrmontowey, która yć przestała roku 1823 Julij 3 Dnia, maiąc Wieku lat 60. Od wdzięcznych dzieci Pamiątka". Dalej: „Ks. Benedykt Nowicki, Prałat Dyecezyi Mińskiej, 27 lipca 1865 r. w wieku lat 55 pogrzebiony na cmentarzu tutejszego kościoła. Prosi o 3 Zdrowaś Marya". I wreszcie: „Chalecki Cezary Por. 77 P.P. Poległ w obronie Ojczyzny pod Baranelami. 17 XI1920 r. wiązek oficerów Rezerwy w Wilnie". Piękne przykłady ewoluewolucji polszczyzny w ciągu zaledwie stu lat. Parę kroków od placu zaczyna się aleja Giedymina (wcześniej, zależnie od sytuacji politycznej, Świętojerska, Mickiewicza, Lenina i Stalina), która prowadzi do katedry i starego miasta. To reprezentacyjny bulwar z dwoma rzędami pięknie odrestaurowanych amienic (większość z początku XX w.). W nich banki, butiki, kawiarnie... Pod nr. 1 mieściła się siedziba Sąjudisu (Litewski Ruch na rzecz Przebudowy) - nieformalnego ruchu społecznego, który na przełomie lat 80. i 90. stanął na czele walki o niepodległość. Okna pałacyku wychodzą na rozległy plac Katedralny i bazylikę św. Stanisława i Władysława, najważniejszą świątynię w Wilnie. Nie jest to pierwsza świątynia w tym miejscu. Już w czasach pogańskich stał tu ponoć ołtarz ofiarny. Pierwszą romańską katedrę z kamienia zbudował po przyjęciu chrztu w 1251 r. wielki książę Mendog (w podziemiach odkryto jej fundamenty i podłogę z glazurowanych płytek), kolejne, gotyckie - Jagiełło i Witold. Obecna klasycystyczna bryła pochodzi z końca XVIII w. i jest dziełem najlepszego wileńskiego architekta tamtego czasu Wawrzyńca Gucewicza. W latach 50. władza radziecka urządziła tu galerię obrazów. Bazylikę zwrócono wiernym dopiero w 1989 r. Do świątyni wchodzi się jak do nowoczesnego centrum handlowego - przez masywne drzwi ze szkła i stali. Zamierzam bez pośpiechu obejrzeć wszystkie 11 kaplic i podziemia z kryptami, m.in.
Kaplicę wybudowali w latach 1623-36 Zygmunt III Waza i jego syn Władysław IV. Venclova nazywają „arcydziełem dojrzałego baroku niemającym sobie równych w tej części Europy" i „jednym z najcenniejszych klejnotów Wilna". Trudno się z nim nie zgodzić. Wtoscy architekci wyłożyli kaplicę białym, czarnym i różowym marmurem, ozdobili stiukowymi płaskorzeźbami i przykryli lekką kopułą. Wnętrze zdobią też dwa freski Michelangela Palloniego (otwarcie po 120 latach trumny z nienaruszonym ciałem św. Kazimierza oraz zmartwychwstanie przy jego grobie małej dziewczynki), osiem posrebrzanych figur Jagiellonów i pozłacana ambona w kształcie kielicha. W ołtarzu - srebrna trumna św. Kazimierza, a na obrazie poniżej on sam w srebrnej szacie z... trzema rękami. Legenda opowiada, że malarz próbował poprawić zbyt długą prawą rękę, ta jednak - trzykrotnie zamalowywana - na nowo wyłaniała się spod farby. Malarz uznał, że to cud, i rękę zostawił. Na tyłach katedry, przy ujściu Wilenki do Wilii stał niegdyś zamek (tzw. Dolny) wzniesiony prawdopodobnie przez Giedymina (wielki książę, twórca potęgi Litwy, ok. 1275-1341). Rezydencję, gruntownie przebudowaną i z przepychem urządzoną przez Jagiellonów rozebrali pod koniec XVIII w. Rosjanie. Na pobliskiej Górze Giedymina przetrwały natomiast resztki obronnego Zamku Górnego. Można się doń wspiąć łagodną wybrukowaną kocimi łbami drogą albo wjechać kolejką. Warto - panorama Wilna z Wieży Giedymina nie ma sobie równych (wstęp 4 lity, w cenie również muzeum: makiety zamku, zbroje, broń). Niedawno Litwini rozpoczęli rekonstrukcję Zamku Dolnego. Tyły bazyliki zamieniły się w wielki plac budowy. Na prawo od katedry, przy południowej pierzei placu zaczyna się główna ulica starego miasta - Pilies (Zamkowa). Na razie mijam ją i idę kilkaset metrów ruchliwą ulicą Maironio (okala starówkę od wschodu) do kościoła św. Anny. O tej porze będzie jeszcze zamknięty, ale nie szkodzi - to, co najpiękniejsze, jest na zewnątrz. Św. Annę postawił architekt Jagiellonów Benedykt Rejt w ciągu zaledwie pięciu lat (1495-1500). To arcydzieło późnego gotyku, tzw. płomienistego, przetrwało prawie w niezmienionej formie. Zachwyca przede wszystkim ceglana, lekka niczym z koronki fasada i jej trzy ażurowe wieże, które przypominają - nomen omen - strzelające w niebo płomienie. Ponoć zachwycony Napoleon wyraził chęć przeniesienia świątyni na dłoni do Paryża, ostatecznie jednak ulokował w niej swoją jazdę. Na prawo od kościoła na niewielkim skwerku stoi pomnik Adama Mickiewicza - dzieło litewskiego rzeźbiarza Gediminasa Jokubonisa z 1984 r. Zamyślony wieszcz wsparty na kolumnie patrzy ponad dachy starego miasta. Obok leżą granitowe płyty-płaskorzeźby polskiego rzeźbiarza Henryka Kuny przedstawiające sceny z „Dziadów". To elementy zaprojektowanego w latach 30. XX w. pomnika Mickiewicza, który nigdy nie powstał. Kościół św. Anny i główny trakt starego miasta łączy uliczka, która rozgałęzia się na trzy wąskie zaułki: Bernardinu, (Bernardyński), §v. Mykolo (św. Michała) i Literata (Literacki). Ciche, kameralne, cudnie zakrzywione zasługują choćby na krótki spacer. Warto przyjrzeć się niskim domom o XVI-, XVII- i. XVIII-wiecznym rodowodzie, oryginalnym dziedzińcom i podwórzom oraz charakterystycznym dla Wilna, biegnącym po łuku pastelowym murom (niestety, wszystkie zabazgrane graffiti). W zaułku Bernardyńskim nr 11 od kwietnia do czerwca 1822 r. mieszkał Adam Mickiewicz. Uważa się, że w pokoju na parterze pracował nad „Grażyną". Muzeum poety powstało tu już w drugiej połowie XIX w. W kilku niewielkich pokojach pamiątki po wieszczu: stolik, na którym pisał „Grażynę", krzesło z paryskiego mieszkania, pierwsze wydanie „Sonetów krymskich" z 1826 r., autograf na świadectwie wydanym uczniowi kowieńskiej szkoły. No i listy: „Wielmożny Mości i Najosobliwszy Adamie..." - wykaligrafował w 1918 r. Tomasz Zan. Warto poprosić o oprowadzenie dyrektora muzeum. Litwin Rimantas Salna potrafi oczarować barwnymi opowieściami i nadzwyczajną polszczyzną - kresowo-archaiczną, dowcipną, fantazyjną. Dzisiaj przeprasza, że jest nie w formie, bo dopadło go przeziębienie. W zaułku Literackim (w XIX w. były tu księgarnie i antykwariaty, stąd nazwa) zatrzymuję się przed domem Piaseckich (nr 5). W 1823 r. Mickiewicz gościł tu przez jakiś czas u rodziców przyjaciela Kazimierza Piaseckiego. Okna jego pokoju (nie wiadomo dokładnie, który to) wychodziły na ulicę. W bramie wjazdowej umieszczono tablice pamiątkowe po polsku, litewsku i rosyjsku. Zaułek Literacki wyprowadza mnie na Zamkową. Cofam się kilka kroków do skrzyżowania ze Sv. Jono (Świętojańską) i mojej ulubionej knajpki Pilies kepyklele. Czas na obiad. Nie radzę jadać przy Zamkowej (drogo!), ale dla tego miejsca warto zrobić wyjątek. Na najlepsze naleśniki pod słońcem zaprosiła mnie tu kiedyś wileńska przewodniczka. Siadam zawsze przy tym samym stoliku z widokiem na ulicę. Zamawipm zawsze to samo - naleśnik z serem albo z jabłkami, rodzynkami i cynamonem. Do niego koniecznie śmietanę - jest gęsta, wprost przepyszna (Litwini mają wyśmienity nabiał!). A na koniec kieliszek suktinisu, czyli złocistej nalewki ziołowo-miodowej. Niebo w gębie. Z okna widzę seledynową fasadę kamienicy pod nr. 22. Od XVII w. posesja należała do uniwersytetu. Była tu sala wykładowa, wydział nauk lekarskich, gabinet anatomii, laboratorium chemiczne, ogród botaniczny i oranżeria oraz mieszkania dla wykładowców. W 1811 r. jedno z nich zajął Euzebiusz Słowacki, ojciec Juliusza, profesor literatury. Sam Juliusz mieszkał tu w sumie 15 lat (1811-14 i 1817-28). W ścianie oficyny (trzeba wejść na podwórze) skromna tablica pamiątkowa, nad nią w niszy niewielkie popiersie. W mieszkaniu na piętrze zginął rażony piorunem ojczym Słowackiego August Becu - profesor medycyny, zausznik Nowosilcowa i pierwowzór Doktora z III części „Dziadów" (Mickiewicz uśmiercił swojego bohatera w ten sam sposób). Po sąsiedzku, pod nr. 24, w latach 1832-35 mieszkał Józef Ignacy Kraszewski (tablica po polsku). Zamkowa to prawdopodobnie najstarsza ulica w Wilnie, oś, wokół której wyrosła największa w Europie Wschodniej starówka. Za cerkwią św. Paraskiewy przechodzi w Didżioji (Wielką), a w końcowym odcinku za kościołem św. Kazimierza zmienia nazwę na Auśros Vartq (Ostrobramską). Główny szlak nie jest długi - plac katedralny dzieli od Ostrej Bramy najwyżej 1,5 km - ale na jego przejście najlepiej zarezerwować cały dzień. Po drodze kuszą liczne atrakcje: kościoły, cerkwie, kamienice (od gotyku po klasycyzm), muzea, kawiarenki, a do tego labirynt bocznych uliczek i zaułków, w którym łatwo stracić poczucie czasu. Główny trakt jest gwarny, kolorowy, wielojęzyczny. Im bliżej Ostrej Bramy, tym częściej słychać polski. Wielu Polaków podróż do Wilna traktuje jak pielgrzymkę - przyjeżdżają tylko po to, by pomodlić się przed obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej. Kapliczka z cudownym wizerunkiem mieści się w XVI-wiecznej obronnej bramie jedynej, która przetrwała. Do kaplicy wspinam się po schodach, wymijając pielgrzymów, którzy pokonują je na kolanach. W środku ciasno. Chyba nie wypada zatrzymywać się na dłużej, bo blokuje się miejsce innym, którzy już ustawiają się w kolejce. Z galeryjki pięknie widać ulicę Ostrobramską, dachy kamienic, wieże kościołów... Nie ma czasu, żeby nacieszyć się widokiem - gdy tylko pojawiam się w oknie z aparatem, słyszę z dołu pomruk niezadowolenia. Po chwili zgromadzeni na ulicy bezceremonialnie mnie stamtąd wypraszają - zasłaniam obraz.
Pierwszy przystanek - czarna granitowa płyta na lewo od głównego wejścia. Na niej napis: „Matka i Serce Syna" oraz fragment „Beniowskiego". Grób Marii z Billewiczów Piłsudskiej i serca marszałka tonie w biało-czerwonych kwiatach. Wokół rzędy prostych nagrobków polskich żołnierzy, którzy zginęli w walkach o Wilno w latach 1919-20 i w 1944. Za murem, na „głównej" Rossie spoczywają polskie, litewskie i białoruskie osobistości (najbardziej prestiżowe miejsce to Górka Literacka), m.in. poeta Władysław Syrokomla, historyk Joachim Lelewel, Euzebiusz Słowacki, rzeźbiarz i architekt Antoni Wiwulski (w Wilnie pomnik Trzy Krzyże i kościół św. Serca Jezusowego), działacz społeczny Józef Montwiłł, pisarz i archeolog Eustachy Tyszkiewicz, pisarz i działacz narodowy Jonas Basanavićius, kompozytor i malarz Mykolas Konstantas Ćiurlionis. Od 1965 r. na Rossie nie grzebie się już zmarłych, a rolę litewskiego panteonu przejął cmentarz antokolski (tam pochowano m.in. 14 ofiar sowieckiego ataku na wieżę telewizyjną w 1990 r.). Wiele pomników to prawdziwe dzieła sztuki (ponoć nie ma dwóch takich samych), wśród nich bardzo charakterystyczne w kształcie pnia drzewa (nawiązanie do pogańskich form pochówku), naturalnej wielkości posągi aniołów, potężne kamienne krzyże z wizerunkami Chrystusa i aniołów o zafrasowanych twarzach. Najsłynniejszy jest „Anioł Śmierci". Smukły, o delikatnej, łagodnej twarzy i wielkich skrzydłach stoi na grobie 24-letniej Izy Salmonowiczówny zmarłej w 1901 r. na gruźlicę. Ręce ma spętane grubym łańcuchem, mimo to wygląda tak, jakby za chwilę miał unieść się w powietrze. Jest olśniewający! Do historii prędko dorobiono legendę, wedle której Izę zabiła niespełniona miłość. Wiele nagrobków jest w kiepskim stanie - widać, że od lat nikt o nie nie dba, nikną w gęstwie paproci, dmuchawców, niezapominajek i pokrzyw. Ale i te są na swój sposób piękne. Przekrzywione krzyże, anioły bez głów, zapadnięte, omszałe płyty, zatarte litery, koślawe schodki i zardzewiałe ławeczki - można tu chodzić godzinami. Rossa przyciąga przede wszystkim Polaków. Harcerze sprzątający groby żołnierzy rozmawiają - nadstawiam ucha po polsku. Na stromych ścieżynach spotykam wycieczki szkolne, grupki seniorów, samotników - wszyscy z Polski. Inne nacje, wolne od wspomnień, nostalgii i sentymentów raczej tu nie zaglądają. Tekst: Nelly Kamińska TURYSTYKA podróże małe i duże 12-13 sierpnia 2006 Nr 32 (142) |
||||||||||||
| « wstecz | dalej » |
|---|
