| Litwa |
|
Strona 2 z 4 Lasy nad jeziorem Wisztyniec są pełne wrzosów i ziół. Woda przy brzegu jest ciepła i przejrzysta. Nad piaszczystym dnem, kilka metrów poniżej powierzchni, przemykają wielkie ryby. GRZEGORZ ŁYŚ Z porannych mgieł, które spowijają przeciwległy zachodni skraj jeziora, wyłaniają się z wolna odległe leśne masywy Puszczy Rominckiej — już po rosyjskiej stronie. W pobliżu brzegu pod miasteczkiem Wisztyniec (Viśtutis) bije cudowne źródełko. Pielgrzymi liczący na uzdrowienie, podobnie jak turyści, trafiają tu jednak rzadko. Ten niewielki i niezwykle piękny skrawek ziemi litewskiej, wciśnięty przez historię w kąt między granicą rosyjską i polską, wciąż czeka na odkrycie. Okolice Wisztyńca to serce dawnej Sudowii, starożytnej ziemi Jaćwingów, podzielonej później na litewską Suvalkiję i polską Suwalszczyznę. Cały ten region — od Puszczy Augustowskiej na południu po Niemen na północy — znajdował się niegdyś w granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a w XIX w. włączono go do Królestwa Polskiego. Dopiero po I wojnie światowej z chwilą powstania państwa litewskiego i w okresie konfliktów granicznych z Polakami przedzieliła go linia Focha, która do dziś jest granicą między Polską a Litwą. Starzy mieszkańcy Suwalszczyzny twierdzą, że po litewskiej stronie nic się od czasów II wojny nie zmieniło. Zwłaszcza lasy są takie same, odwieczne, pierwotne, pełne grzybów, jagód i zwierzyny, w tym także wilków i rysi. Dla polskich turystów Suvalkija, połączona z Suwalszczyzną wspólnymi dziejami i więzami etnicznymi jest ziemią bliską. A jednocześnie prawie dziś nieznaną. Stare gniazda I nowe granice Nad jeziorem Wisztyniec (ma cztery, pięć kilometrów szerokości i prawie 1800 ha powierzchni, czyli niewiele mniej od Wigier), chociaż jego południowy skraj oddalony jest od polskiej granicy o niespełna cztery kilometry, przybysze z Polski, głównie wędkarze, są jeszcze rzadkimi gośćmi. Ale po otwarciu, może już w przyszłym roku, pierwszego polsko-litewskiego turystycznego przejścia granicznego • w Burniszkach w gminie Wiżajny zacznie ich przybywać. — Wiżajny staną się dla turystów bramą do przygranicznych rejonów Litwy — planuje wójt Jerzy Góra. Już dziś w tej niewielkiej gminie malowniczo położonej w sąsiedztwie Suwalskiego Parku Krajobrazowego i jeziora Hańcza jest ponad 80 gospodarstw agroturystycznych i około 700 miejsc noclegowych. Wielu wczasowiczów wyrusza stąd na jedno, dwudniowe wypady na Litwę. Na razie, by dostać się nad jezioro Wisztyniec, trzeba jeździć przez przejście graniczne w Budzisku. Niedaleko od granicy warto się zatrzymać nad niewielkim, ale malowniczym jeziorem Orija, ulubionym ośrodkiem wypoczynku i sportów wodnych mieszkańców pobliskiej Kalvariji. Inne takie miejsce to dolina rzeczki Gasda w niedalekiej Sangrudzie. Sama Kalvarija, leżąca nad brzegami Szeszupy, należy do najstarszych miast regionu, a w XIX w. była j ego stolicą i sporym ośrodkiem przemysłowym znanym z fabryk tabaki i gorzelni. Dziś jest małym sennym miasteczkiem, w którym obszerny zespół budynków poczty konnej z czasów Królestwa Kongresowego przypomina o czasach, gdy z dalekich stolic pędzili tędy do Petersburga carscy kurierzy. Oprócz nich drogami Suvalkii ciągnęły od stuleci armie zwalczających się europejskich potęg — Szwedzi, Rosjanie, Prusacy, Francuzi. Pomimo wojennych spustoszeń, największych w czasie II wojny światowej, pozostało tu sporo wartych obejrzenia zabytków. W liczących ponad 300 lat Wyłkowyszkach (Vilkaviśkis) przetrwał m.in. historyczny układ urbanistyczny i XIX-wieczna odrestaurowana katedra z pięknymi współczesnymi witrażami sławnego w świecie witrażysty Kazimierasa Morkunasa. W pobliskim Paeźeriai (Pojezierzu), dawnej posiadłości Zabiełłów i Gawrońskich, wznosi się wspaniały barokowo-klasycystyczny pałac. Niemal zrujnowany w czasach, gdy był siedzibą przedsiębiorstwa melioracyjnego, dziś stopniowo odzyskuje świetność. Działają w nim muzeum regionalne i galeria sztuki. Podobnych siedzib jest więcej, np. dwór w Bart-ninkai czy neobarokowy pałac w Lukśiai, ale nie zawsze łatwo je odszukać. — Litwini, czuli na punkcie swej niedawno odzyskanej państwowości, chronią i eksponują przede wszystkim pamiątki po jej ojcach — wyjaśnia krajoznawca i fotograf, współautor pierwszego opisu szlaków rowerowych, miejscowości i turystycznych atrakcji Suvałkii Jarosław Borejszo. Litewska Szwajcaria Współczesna Litwa narodziła się w dużej mierze dzięki mieszkańcom Suvalkii (z Pażeriai pochodził np. autor hymnu litewskiego Vinco Kudirkos). Wielu z nich narażało życie, przerzucając nielegalną literaturę z Małej Litwy (litewskiej enklawy na terenie ówczesnych Prus) przez granicę carskiej Rosji. Dużą wagę przywiązuje się tu także do zabytków z czasów prehistorycznych lub na poły mitycznych początków Wielkiego Księstwa litewskiego, jak kurhany (w Slavikai w rejonie Śakiai) i góry zamkowe m.in. w Kuosenai, Paviśtitis i Paje? vonys. Aż pięć gór zamkowych znajduje się w nazywanym litewską Szwajcarią Sudargas, w pobliżu Śakiai, na północy regionu. Z najwyższej z nich rozciąga się rozległy na 30 km widok na zieloną dolinę Niemna. Rangę atrakcji turystycznej zyskują też pozostałości po ZSRR, w tym udostępniona częściowo do zwiedzania dawna główna baza radzieckich wojsk powietrzno desantowych w wielkim kompleksie leśnym Kaziu Ruda, na północ od wojewódzkiego Mariampola. Krajobraz Suvalkii, dzieło skandynawskich lodowców, niewiele się różni od tego po polskiej stronie granicy. Te same morenowe wzgórza, sięgające na wzniesieniach lodowcowego garbu między miasteczkiem Wisztyniec a polskimi Wiżajnami 300 m n.p.m., i srebrzyste oczka większych i mniejszych jezior. Takie same ciągnące się bez końca łąki i pastwiska i to samo wysokie, północne już niebo. Ale osiedli ludzkich ze skromnymi drewnianymi domami i starannie utrzymanymi ogródkami jest tu o połowę mniej. Ten trochę swojski, a trochę zagadkowy krajobraz, bliskie nam pamiątki historyczne, czyste rzeki, bujne, pełne kwiatów łąki i przepastne lasy przyciągają do Suvalkii coraz więcej turystów z Polski — zwłaszcza kajakarzy, rowerzystów i amatorów grzybobrania. — Po litewskiej stronie przemierza się, na rowerze czy pieszo, rozległe, niekończące się, prawie puste przestrzenie. Tam jest jakby więcej powietrza — twierdzi Jarosław Borejszo. RZECZPOSPOLITA (dodatek) moje podróże 13 października 2006 |
||||||
| « wstecz | dalej » |
|---|
